W maju w tokijskiej dzienicy Harajuku pojawił się pop-up shop z witaminami. Brzmi absurdalnie? Trochę, ale też intrygująco, zwłaszcza, że zabieganych przechodniów hipnotyzuje neonowy napis „For free”. Fast Food Aid – bo tak nazywa się sklep – wyglądał trochę jak opustoszałe laboratoriumm albo pokoj ekperymentów z filmu science-fiction. Eksperymentów na klientach się tu nie prowadziło, ale faktycznie rozdawało się za darmo suplementy diety potrzebne osobom, które zajadają się śmieciowym jedzeniem, które przecież nie dostarcza zdrowych związków chemicznych. Były więc tabletki dla amatorów burgerów, ramenu czy smażonego kurczaka. W ramach „zapłaty” trzeba było przynieść paragon z dowolnego fast foodu – na dowód, że faktycznie jemy źle i potrzebujemy wsparcia farmakologicznego. Sam akt wręczenia buteleczki witamin miał uzmysłowić nieświadomym i lekkomyślnym konsumentom, jak wielkie szkody powoduje śmieciowe żarcie. Zadziałało? Trudno powiedzieć, za to obiekt na pewno przykuł uwagę miłośników designu. Po sześciu dniach pop-up się zwinął i ujawniony został pomysłodawca całej akcji. Była to, nomen omen, japońska sieć fast foodów Dotonbori. Serwująca okonomiyaki i monjayaki firma chciała podkreślić, że jej omlety są daniami szybkimi, ale zdrowymi w przeciwieństwie do przemysłowo produkowanych hamburgerów i frytek.

www.fastfoodaid.jp

fot. Fast Food Aid