Dwa tygodnie temu wrócił z Anglii, już w listopadzie zaprasza do nowej restauracji na Powiślu. Ma być bez zadęcia, bezpretensjonalnie, bez garniturów. Bez Gwiazdek. – Taka nazwa. Nie gwiazdorzymy, po prostu gotujemy. Presja gwiazdki raczej szkodzi, niż pomaga.

Restauracja firmowana przez Roberta Trzópka i Jana Kęcika, kolegów z warszawskiej The Harvest, zajmie miejsce po obecnej Boscailola Bar diVino przy Wiślanej 8. – Obecni właściciele zwrócili się do nas, proponując współpracę. Dwa miesiące temu, kiedy siedziałem jeszcze w Anglii, ale już myślałem o powrocie, zadzwonił do mnie Janek i powiedział, że jest taka miejscówka, że wygląda na fajną, a właściciele są otwarci na nowe pomysły. Ja w tym czasie miałem już obmyśloną koncepcję restauracji, za to nie miałem lokalu. Postanowiliśmy zrobić to wszyscy razem.

W Wielkiej Brytanii siedział prawie rok. – Byłem na wakacjach – uśmiecha się. – Pracowałem w hotelu Ryebeck w Lake Districk powyżej Manchesteru. Maleńki hotelik, 30 pokoi, świetna restauracja, sympatyczny właściciel. Dobrze się tam pracowało, raz w miesiącu jeździłem do Polski, do rodziny, naprawdę czułem, że odpoczywam. Poza tym miałem czas, by przemyśleć to, co chciałbym robić po powrocie. To była ważna przerwa.

Bez Gwiazdek ma być czymś pośrednim miedzy neobistro a restauracją typu fine dining. Z jednej strony jedzenie proste, niezbyt drogie, oparte w głównej mierze na składnikach polskich i lokalnych, z drugiej – perfekcja wykonania i ciekawa prezentacja.
– To będzie kuchnia polska o tyle, że jej podstawą będą dobre polskie składniki. Będzie też trochę smaków regionalnych, choćby z Pomorza, skąd pochodzę  – mówi Trzópek. – Śledź po kaszubsku czy kaczka po gdańsku. To ważne, aby pamiętać o kulturze kulinarnej i tradycji różnych regionów naszego kraju, ale trzeba prezentować ją w sposób nowatorski, ciekawy.
Bez Gwiazdek ma miejsce dla 30 gości, będzie restauracją dosyć kameralną. Na kuchni oprócz Trzópka i Kęcika stanie jeszcze jeden kucharz, salą zajmie się menedżer, kierownik sali i sommelier – w jednej zapracowanej osobie – oraz dwóch kelnerów.

Kto będzie zaopatrywał restaurację? – Tworzymy coś w rodzaju małej kooperatywy dystrybutorów, od których będziemy brali wino, oni będą nam też doradzali w kwestii wine and food pairingu. Zaprzyjaźnionych dostawców jedzenia mam jeszcze z czasów, gdy pracowałem w Tamce 43 czy w Harvest: przykładowo warzywa i zioła będą od Pana Ziółko, a Pan Bernard dostarczy mi świeże ryby bałtyckie i z Mazur. Będą też dostawcy ekologicznej mąki i kasz; rozmowy z nimi na razie trwają.
Restauracja będzie otwarta codziennie oprócz niedziel od godziny 18 do 24. Trzópek nie chce mieć klasycznej karty, będą tzw. sety. Czterodaniowy za 80 zł, pięciodaniowy za 100, sześciodaniowy w cenie 120 zł; to ceny bez alkoholu. Jednak do każdego z dań restauracja będzie sugerowała pasujące wino; Trzópek zapewnia, że łączna cena trunków do kolacji nie przekroczy ceny wybranego setu.
Każde danie z zestawu będzie można zamówić oddzielnie – na gości, którzy wpadną do Bez Gwiazdek tylko na szybką przekąskę i kieliszek wina będą czekały wysokie stoliki i barowe stołki.
Czy będą lunche? – Raczej nie. Jeśli już, to śniadania, ale to kiedyś, w przyszłości. Teraz najważniejsze jest, by restauracja otworzyła się jak najszybciej. I żeby była pełna gości – mówi Trzópek.

fot. archiwum prywatne