W Pogorzanach koło Szczyrzyca przy gospodarstwie agroturystycznym Jadwigi i Marcina Lorków powstaje Ogień, restauracja kolektywna, sezonowa i hiperlokalna. Otwarcie za 40 dni.

Alex Baron: Z propozycją zrobienia czegoś razem wyszedł Marcin Lorek. Przy swojej agroturystyce wybudował wiatę, postawił dwa chlebowe piece, i powiedział, żebyśmy zrobili restaurację. No to robimy. My to Lorkowie, ja, Pavel Portoyan, Rafał Bernatowicz, Bartosz Wilczyński; pod znakiem zapytania jest jeszcze wejście Przemka Błaszczyka.

Restauracja będzie działała w sezonie, od wiosny do jesieni. Zamierzamy otwierać ją tylko w piątki, soboty i niedziele. Nazwa Ogień wzięła się stąd, że zamierzamy tam gotować, posługując się prymitywnymi technikami kulinarnymi, korzystać z dawnych metod obróbki jedzenia – jest to, szczególnie dla mnie, niezmiernie pociągające, zresztą: najdoskonalsze. Według mnie Ogień będzie ewenementem na skalę światową, bo jesteśmy w stanie gotować wyłącznie ze składników pozyskanych w obrębie 2 km od restauracji. Chodzi o to, że miejsce u Lorków jest absolutnie samowystarczalne; mamy też dostęp do stawów w ich gospodarstwie.

Wiosna się zbliża, do oficjalnego otwarcia jakieś 40 dni. Musimy jeszcze sporo zrobić, choćby wykopać doły, które potem będziemy wypełniać żarem, trzeba postawić pale, na których będzie się piekła zwierzyna. Czy liczymy na sukces? Tak. Bo robimy to z Lorkami, z całą ich rodziną: Jadwigą, Marcinem i Kubą. A wszystko, za co oni się do tej pory zabrali, zamieniało się w złoto. Robią świetne sery i wędliny, cydry, wina i destylaty, genialnie gotują. U nich wszystko jest niepowtarzalne, to najwyższa jakość, pierwsza klasa.

Mlask trzyma mocno kciuki za kolektyw Ognia i planuje wiosenną wyprawę w Beskid Wyspowy.

fot. picalls/Paweł Kadysz