Kucharze, którzy o skórach, szwach, garbowaniu, farbowaniu potrafią opowiadać godzinami. Hubert Górski, Karol Owczarczyk i Kacper Pakuła w zeszłym roku zaczęli szyć pokrowce na noże i od razu trafili w dziesiątkę!

Karol z Kacprem poznali się na studiach, potem pracowali razem na kuchni w Placu Barcelona, gdzie doszedł Hubert. Knajpy już nie ma, ale przyjaźń przetrwała i umocniła się jeszcze poprzez wspólny biznes.

Firmę nazwali Mise en Place i zaczęli szyć skórzane torby dla szefów kuchni. – Sami nosiliśmy kiedyś pokrowce znanych koncernów produkujących noże. Jakością nie doganiają jakości robionych przez nie noży. To najczęściej wielkie, ciężkie poliestrowe torby. A my chcieliśmy stworzyć coś wyjątkowego – tłumaczy Karol, a Hubert dodaje: – Nasz pokrowiec nie jest za duży, bo ma być poręczny. Zresztą sama nazwa, która po francusku oznacza przecież „porządek”, świetnie podsumowuje to, co chcieliśmy osiągnąć. Te przemysłowe pokrowce są tak duże, że spokojnie można w nie spakować pół domu. A nie o to chodzi – masz tam schować najpotrzebniejsze narzędzia.

Czyli w wykonaniu Mise en Place będzie to dziesięć noży. Są cztery sloty na większe, i sześć na mniejsze. Plus dwie saszetki: większa np. na fartuch, mniejsza na pęsetki, tutki cukiernicze, termometr itp. Panowie postawili na funkcjonalność, minimalizm i klasyczny krój.

– Zaczęło się w Częstochowie, gdzie pracuje Kacper. Odwiedzaliśmy go tam czasem i któregoś dnia usiedliśmy, trochę się napiliśmy i zaczęliśmy wymyślać. Dobrze, że jak wstaliśmy rano, pamiętaliśmy co nam z tego gadania wyszło – żartuje Hubert. – Pierwszy prototyp powstał w grudniu po trzech miesiącach zabawy w szukanie fajnych skór.

Ale tak zupełnie poważnie. Pomysł na torbę powstał z potrzeby – chłopcy po prostu sami chcieli mieć takie torby. Wszystkiego o skórze naturalnej musieli się nauczyć od podstaw, i to szybko. – Jeździliśmy po całej Polsce, odzwiedzaliśmy garbarnie, hurtownie i gadaliśmy z ludźmi, którzy na co dzień się tym zajmują. To była niezła lekcja. Utkwiły mi w pamięci słowa jednego pana z garbarni, który powiedział, że skórzane wyroby zmieniają się wraz z właścicielem. Skóra sztywnieje, mięknie, wyciera się, ciemnieje, ale wygląda to szlachetnie. Nasze pokrowce będą się starzały wraz z szefami, którzy je noszą – mówi Karol. – O ile nie poplamią ich burakami albo sosem pomidorowym – śmieje się Hubert.

– Na polskim rynku nie mieliśmy, i nadal nie mamy, konkurencji. Zagraniczne skórzane torby, które mieli niektórzy nasi znajomy wyglądały podobnie, tyle, że ceny miały w euro albo w dolarach – podkreśla Hubert.

No właśnie – Mise en Place są znacznie tańsze (kosztują od 450 do 650 zł w zależności od rodzaju skóry), a przy tym są świetnej jakości. Od początku chodziło o to, by mógł je kupić kucharz, który zarabia w złotówkach. Hubert: – Pokrowiec za 700 dolarów to prawie 3000 złotych, czyli mniej wiecej średnia praca zwykłego kucharza w Polsce. Nie sądzę, żeby którykolwiek pozwolił sobie na wydanie jednej całej wypłaty na pokrowiec. – Jednocześnie, jeśli kucharz płaci za nóż od 700 do 1500 zł, to liczy się z tym, że musi wydać 700 zł na dobrą torbę – dodaje Karol.

Jeśli więc szefowie płacą niemałe pieniądze na sprzęt, chcą go też przechowywać w ładnym i solidnym pokrowcu. Chłopcy z Mise en Place świetnie wykorzstali tę potrzebę. Bo z taką torbą nie wstyd wyjść na miasto po pracy. Jest nie tylko praktyczna, lekka i poręczna, ale też świetnie wygląda, widać, że to ręczna robota. Poza tym gama kolorów do wyboru jest imponująca, każdy dobierze coś do swojego stylu. W drugiej partii ekipa Mise en Place pobawi się połączeniami kolorów. Wyobraźcie sobie stonowany szary z soczystym fioletowym! Ale jeśli ktoś woli klasykę, nadal w ofercie pozostaną eleganckie brązy, beże i czerń. Skóry są różne, niektóre polskie, inne włoskie. A torby szyte są w Tomaszowie Mazowieckim w zaprzyjaźnionej szwalni z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem.

Wykonują też zamówienia specjalne, czeka się około miesiąca. – Ostatnio dla jednej z warszawskich szefowych kuchni szyliśmy różową torbę – opowiadają. Odezwała się też zagranica, Norwegia, Włochy, głównie Polacy, ale też obcokrajowcy, np. kucharz z Savoya. Każdy pokrowiec ma wytłoczony numer i dumnie brzmiący napis „Made in Poland”, każdą partię odbierają osobiście i sprawdzają, czy wszystko jest ok. Zresztą zanim jeszcze wypuścili Mise en Place w świat, przetestowali produkt na znajomych kucharzach – to oni doradzali co dołożyć, z czego zrezygnować.

W planach jest też bardziej pojemny pokrowiec. – Ten jest składany na dwa razy. Zrobimy rolowaną wersję, żeby zmieścić tam więcej slotów na noże – mówi Hubert i przy okazji zdradza, że są właśnie na etapie projektowania fartucha ze skórzanymi wstawkami. I podchodzą to tego projektu z taką samą dokładnością, co do torby. – Ktoś, kto nigdy nie pracował na kuchni, nie wie, że jednymi z najważniejszych „narzędzi” kucharza są długopis i marker. Bo odbiera zamówienia, coś oznacza. A kiedy foliuje jakiś produkt, musi napisać datę. Pomyśleliśmy o tym, tworząc nasz fartuch. Tak samo o kieszonce poniżej pasa, żeby nic nie wypadało, o slotach na pęsetki, albo o smyczce do zaczepiania ściereczki – opowiada Karol.

Hubert, Kacper i Karol wstrzelili się w niszę, wykorzystując modę na rzemieślnicze, dopieszczone produkty. Pewnie dlatego ich torby tak świetnie prezentują się z nożami, których użyczył im do sesji Piotr Jędras. Może kiedyś wejdą w kooperację? Czekamy na zestaw z nożem z Kłosów i na specjalne pokrowce zaprojektowane dla Chef’s Mind. Projekt Mise en Place dopiero się rozpędza.

Mise en Place Polska

fot. Odczaruj Gary