Projekt, który wyrósł z zachwytu nad ilustracjami przyjaciółki – początkowo niewielki, z czasem przerodził się w silną i rozpoznawalną markę. Dziś Sezonownik – jedyny taki kulinarny kalendarz – można dostać w wielu księgarniach w całej Polsce, a także za granicą. Premiera edycji na 2017 rok już za chwilę – 26 października.

Pomysłodawczynią całego projektu jest Magdalena Assanowicz współpracująca z Ewą Mączyńską. Magda długo mieszkała poza Polską. Studiowała w Yorku, potem rok w Kopenhadze – filozofię. Magisterkę na Urban Design in Development robiła w Londynie. Pracowała w Londynie i Zurychu. Ponad trzy lata temu wróciła do kraju i dopiero tu zaczęła się historia kalendarza. – Odwiedzając znajomych zauważyłam na ścianie ilustrowany plakatowy kalendarz z sezonowymi produktami zrobiony ręcznie przez Ewę, moją przyjaciółkę ze szkoły. Kalendarz był prezentem dla jej siostry wegetarianki, chodziło o to, żeby mogła śledzić, jakie warzywa są dostępne w danym sezonie – opowiada Magda. Pomyślała, że fajnie byłoby zrobić taką ściągę w formie notesu. Tak wykiełkował pomysł na Sezonownik.

– Ponieważ same średnio się znałyśmy na sezonowości i gotowaniu, poprosiłyśmy o pomoc specjalistę, Aleksa Barona, który niesamowicie się do tego zapalił. Wykorzystywanie dostępnych w sezonie produktów nie było jeszcze wtedy takie oczywiste. Nie mówiło się o tym tak często.

Pierwszy Sezonownik był cieniutkim notesikiem. – Bardzo dużo się nauczyłyśmy przy tym pierwszym wydaniu. Wydałyśmy 700 sztuk, które po prostu się rozpłynęły. Byłam totalnie zaskoczona, jak ludzie na niego zareagowali. Nie był nawet dostępny w księgarniach, tylko w kilkunastu kawiarniach, w Bęc Zmianie i chyba tyle. Wieść rozeszła się pocztą pantoflową. W kolejnym roku kalendarz można było zamówić już w sieci. W Sezonownik – też z udziałem Aleksa – dziewczyny włączyły grafiki i fragmenty z kulinarnych zasobów Polony, cyfrowej bazy Biblioteki Narodowej. Potem była edycja ze Zbyszkiem Gawronem i Beniaminem Bieleckim z Bibendy. Teraz jest już ogólnopolska dystrybucja. Do kupienia we wszystkich większych miastach. Co w tym roku zaplanowały dziewczyny? – Będzie delikatnie, a wynika to z rysunków, które są zupełnie inne, ale i z tematyki: dzikich roślin. Będzie zielnikowo i kwiatowo. Pojawi się dużo więcej ilustracji, wiele z nich zajmie całe strony notesu – opowiada Maja Certowicz, odpowiedzialna za oprawę graficzną.

Ewa co roku zresztą wymyśla sobie trochę inny rys ilustratorski. – Ale widać, że to ta sama kreska – tłumaczy Magda. – Pracujemy zdalnie, bo Ewa mieszka teraz trochę Budapeszcie, trochę w Malmö, gdzie robi doktorat ze stosunków międzynarodowych. Bo wyjątkowe jest to, że nie jest rysowniczką z wykształcenia. Po prostu lubiła to robić, a mnie podobała się jej kreska i poczucie humoru – mówi Magda.

Gościnnie na kartach Sezonownika wystąpi Sebastian Kulis z Roślinnych Porad.

Opowie, jakie są właściwości poszczególnych roślin. W planach jest sekcja kuchenna z przepisami, domowa i apteczna. To nie będzie jednak typowy zielnik, raczej zbiór ciekawostek. Poza roślinami pojawią się i grzyby. To zresztą nie pierwsza współpraca Roślinnych Porad z dziewczynami – mają już za sobą cykl warsztatów Zielnik Sezonownika.

W zeszłym roku Sezonownik miał premierę w Londynie, może i w tym uda się z angielską wersją? Ciekawe, że poprzedni obcojęzyczny rzut zamawiano najczęściej do Kanady, Belgii, a nawet do Wietnamu.

Skąd taki sukces papierowego kalendarza? – Chyba najbardziej działa na ludzi ta część użytkowa. Niektórzy traktują go jak książkę kucharską czy poradnik. Wiem, że niektórzy trzymają go na półce z książkami kucharskimi i nie wyrzucają po roku używania – mówi Maja. – Sezonownik rozwija się wraz z nami i naszymi zainteresowaniami. O ile na początku nie wiedziałyśmy wiele o świecie kulinarnym, o tyle teraz coś tam już wiemy, ciekawią nas nowe rzeczy, sporo o kuchni czytamy i poznajemy ludzi, chcemy się uczyć. Może dlatego to wciąż jest świeży projekt, który podoba się innym – tłumaczy Magda. A ponieważ zapał i chęć zgłębiania wiedzy o kuchni i jedzeniu w teamie Sezonownika jest nieposkromiony, dziewczyny zdradzają Mlaskowi pomysł na następne wydanie. – Myślimy o „food waste”. Poznałam ostatnio ludzi z brytyjskiej organizacji Feedback i The Food Assembly i zdałam sobie sprawę, jak ważna jest kwestia niemarnowania żywności. Na Zachodzi coraz głośniej się o tym mówi. W Paryżu, jeśli nie zjesz wszystkiego w knajpie, musisz wziąć to na wynos. To mi dało do myślenia. Zobaczymy co z tego wyjdzie – podsumowuje Magdalena. Póki co czekamy na Roślinne Porady i robimy miejsce na półce z książkami!

fot. Sezonownik/materiały prasowe