Igor Haloszka

Fotografowanie ma we krwi. – Moja mama pracuje w zakładzie fotograficznym. Często w wakacje przychodziłem jej pomagać. Na początku były to proste zadania: przygotowanie filmu do wywołania, później foliowanie. Któregoś dnia poprosiła mnie o pomoc przy sesji zdjęciowej. Miałem być odpowiedzialny za światło, poważne wyzwanie – pilnować, żeby suknia panny młodej była równo oświetlona – śmieje się Igor. – Wtedy właśnie zdałem sobie sprawę z tego, jak ważną rolę odgrywa światło i jak potrafi zmienić obraz. Takie sesje to cenna lekcja. Zobaczyłem jak ludzie nienaturalnie zachowują się podczas zdjęć. Przybierają sztuczne pozy, dziwnie się ustawiają… Zapamiętałem to i tę wiedzę wykorzystuję także teraz, robiąc zdjęcia jedzenia. Unikam niepotrzebnych dodatków, które odbierają naturalność. Chcę, żeby odbiorca skupił się na potrawie czy produkcie, a nie na ozdobnikach i zbędnych elementach – tłumaczy.

Na koncie ma już zdjęcia do dwóch świetnych książek. Pierwsza to „Suwała, Baron i inni”, uznana właśnie przez jury Gourmand World Cookbook Awards najlepszym polskim tytułem roku w kategorii „Chef/Innovate”. Druga – „Najlepsze przepisy najlepszych restauracji”, wydawnictwo Restaurant Week. Haloszka skupia się nie tylko na potrawach, ale i na postaciach polskiej sceny kulinarnej. – Jedzenie niekoniecznie jest głównym bohaterem. Uwielbiam ludzi z pasją, to oni mnie inspirują. Jedną z takich osób jest Aleksander Baron. Bardzo lubię obserwować go przy pracy, a przy okazji dokumentować jego dania. No i oczywiście potem je zjadać – śmieje się Igor. Z Baronem współpracuje stale – przy sesjach do magazynu „Esquire”. Miał też okazję publikować w „Ustach” i „Design Alive”.

– Zawsze przed sesją rozmawiam z kucharzem, by zrozumieć jego styl i udokumentować to, co w daniu jest dla niego ważne – opowiada Igor. Chce, żeby zdjęcia były autentyczne. – Kompletnie nie czuję takiego sztucznego, „idealnego” stylu i plastikowych, poprawionych przez retuszera zdjęć – tłumaczy i podkreśla też, że przy fotografii kulinarnej nie działa według żadnego wyuczonego schematu. Istotne jest światło i odpowiedni kadr. Najbardziej lubi fotografować podroby. – Uwielbiam ich fakturę, kształty, plastyczność!

Co poza jedzeniem? – Jestem raczej takim miejskim włóczęgą, który lubi dokumentować ulice, ludzi podczas wykonywania codziennych czynności. Takie zwykłe miejskie życie – podsumowuje. Jego surowy „miejski” styl wybija się nawet w zdjęciach jedzenia, to najbardziej je wyróżnia i czyni z Igora jednego z najciekawszych młodych fotografów kulinarnych w Polsce.

www.igorhaloszka.com