Już za kilka dni, 23 i 24 czerwca, w nadmorskim włoskim kurorcie w Rimini, Massimo Bottura, organizuje piątą już edycję festiwalu Al Méni. Wraz z kuratorami Andreą Petrinim i Enrico Vignoli zaprasza 12 szefów z regionu Emilia-Romania oraz 12 młodych szefów z całego świata – zamysł jest taki, aby zaserwowali wybitne dania, ale w opcji (i cenach) street foodowych. Wśród tej zagranicznej dwunatski znajdzie się Adrian Klonowski. Takie zaproszenie to wielkie wyróżnienie, Klonowski bowiem znajdzie się w zacnym towarzystwie – street foodowe wariacje przygotowywać będą też Garima Arora podopieczna Gaggana, obiecujący szef z Paryża Simone Tondo, nadzieja portugalskiej gastronomii Pedro Pena Bastos, francusko-wietnamska szefowa Céline Pham, wschodząca gwiazda austriackiej gastronomii Lukas Mraz, czy Santiago Lastra Rodriguez związany z meksykańskim pop-upem Nomy.

Al Méni – w przeciwieństwie do wielu eventów organizowanych przez światowej sławy szefów – jest przedsięwzięciem bardzo egalitarnym. Street food, przystęone ceny, jarmarczne stoiska, prezentacja lokalnych producentów, zero nadęcia i fine diningowych popisów. To wydarzenie dla wszystkich, którzy interesują się dobrym jedzeniem, a niekoniecznie jeżdżą do wypasionych restauracji. To po prostu dobra zabawa – pokazy zresztą odbywają się w cyrkowym namiocie w parku Felliniego. Gastronomię łączy się tam z „prawdziwym odbiorcą” – to wymiana kulturowa. Do tego zresztą nawiązuje Klonowski, zapytany o to, czego oczekuje od festiwalu Bottury. – Oczywiście dla mnie oznacza to, że zobaczę ziomków takich jak Petrini, Mraz czy Rodriguez. Poznam nowych kucharzy. Ale przede wszystkim oznacza wymianę kulturową, na którą z Matyldą jesteśmy ostatnio mocno sfokusowani – podkreśla Adrian, który kilka miesięcy temu wraz z Matyldą Grzelak opuścił Polskę w poszukiwaniu inspiracji kulinarnych na świecie. Dodaje jednak od razu: – Networking jest ważny, ale nie najważniejszy. Trzeba jeszcze coś sobą reprezentować, inaczej ten twój networking będzie słaby.

Co więc pokaże polska ekipa w Rimini? – Mamy przygotować coś street foodowego opartego o naszą kulturę. No i my idziemy w bigos. Chcemy go zaprezentować w nowym stylu, ale smak ma pozostać ten sam. Ciśniemy więc z kiszoną kapustą, suszonymi grzybami i suszonymi śliwkami. Do tego świński tłuszcz, suszone liscie kapusty i dojrzewająca kiełbasa – planuje Adrian. Trzymamy zatem kciuki – to może być pierwszy (i najlepszy) bigos, jakiego spróbuje Massimo Bottura.

www.almeni.it

fot. materiały prasowe